Podwyższone CRP w depresji i ChAD

Wskaźnik CRP czyli białko fazy ostrej to wskaźnik poziomu stężenia białka C-reaktywnego w organizmie. Jego podwyższone wartości, powyżej 3mg/l mogą świadczyć o toczącym się w organizmie stanie zapalnym. Marker CRP wykorzystywany jest również w diagnostyce chorób naczyniowo-sercowych. Jego podwyższone wartości u osób, u których nie ma żadnego stanu zapalnego mogą wskazywać na ryzyko choroby serca i układu naczyniowego.

Zauważono również, że podwyższony poziom CRP występuje u osób z depresją. Duńskie badania przeprowadzone o ogromnej populacji 73 tysięcy osób, potwierdzały istotny związek pomiędzy depresją a poziomem białka C-reaktywnego.

Badania opublikowane w Lancet Psychiatry w listopadzie 2016 roku wskazują na związek poziomu CRP również z chorobą dwubiegunową, w szczególności z manią.

Porównano dane 2161 pacjentów ze zdiagnozowanym ChAD z grupą 82 tysięcy osób zdrowych. Poziom CRP u chorych na chorobę dwubiegunową był istotnie wyższy zarówno w okresie depresji jak i eutymii – czyli w okresie prawidłowego nastroju. Najwyższy był w okresie manii. Przy czym poziom ten nie wiązał się ani z czasem trwania choroby ani z natężeniem fazy manii czy depresji.

Zaobserwowano też pozytywny wpływ leków. Z jednej strony leki na ChAD, w szczególności lit obniżały poziom CRP, z drugiej strony leki przeciwzapalne czy statyny łagodziły objawy depresji.

Ponieważ skądinąd wiadomo, że choroba afektywna dwubiegunowa zwiększa ryzyko chorób naczyniowo-sercowych, zapobiegawcze podawanie statyn u pacjentów z ChAD wydaje się podwójnie użyteczne.

Lekarze jednak przestrzegają przed pochopnymi wnioskami. Poziom CRP nie może być traktowany jako marker depresji czy ChAD, jego podwyższone wartości nie świadczą o zaburzeniach nastroju, a stan zapalny w organizmie nie jest powodem dwubiegunowości samej w sobie. Nie jest tak, że lecząc stan zapalny wyleczymy depresję czy manię. Może jednak okazać się skuteczny jako miernik skuteczności leczenia depresji czy choroby dwubiegunowej.  Związek pomiędzy stanem zapalnym, poziomem CRP i nastrojem, depresją czy ChAD jest jednak ciekawy i wymaga dalszych badań.

Źródło: Inflammation an Accurate Biomarker for Bipolar Disorder? www.medscape.com/viewarticle/872258#vp_1

Mania w mózgu

W rozmowie publikowanej na łamach serwisu medscape.com doktor Stephen M. Strakowski z Uniwersytetu w Cincinnati próbuje odpowiedzieć na pytanie w jakich warstwach mózgu znajdują się ośrodki odpowiedzialne za epizody manii w chorobie afektywnej dwubiegunowej. Naukowcy od lat starają się zrozumieć funkcjonowanie mózgu i czynniki odpowiedzialne za poszczególne zaburzenia psychiczne i emocjonalne. Zrozumienie istoty chorób psychicznych pozwoliłoby na znaczący postęp w ich leczeniu.

Podejrzewa się, że poza genetycznymi uwarunkowaniami za epizody manii odpowiedzialne są zaburzenia neuroprzekaźników i nieskoordynowane działania mózgu. W szczególności po lewej stronie mózgu i w korze przedczołowej. Ten bowiem obszar mózgu odpowiedzialny jest za planowanie działań i przewidywanie ich konsekwencji, ustalanie priorytetów i tłumienie działań impulsywnych, reguluje stan emocjonalny człowieka.  O tym jak ważna jest kora przedczołowa dla funkcjonowania emocjonalnego człowieka przekonał się w połowie XIX wieku nijaki Phineas Gage. Metalowy pręt przebił jego czaszkę i uszkodził właśnie tę część mózgu. W wyniku wypadku całkowicie zmieniło się jego zachowanie – stał się porywczy, wulgarny, trudno było mu się skupić na konsekwentnym zrealizowaniu zadania. Jego osobowość zmieniła się tak drastycznie, że zainteresowała lekarzy i stała się jedną z pierwszych udokumentowanych historii zmiany osobowości na skutek uszkodzenia mózgu.

Naukowcy mają nadzieję, że wiedząc tak dokładnie która część mózgu odpowiada za zaburzenia afektywne i jakie mechanizmy tymi zaburzeniami sterują uda się lepiej je leczyć i im przeciwdziałać. Nie tylko za pomocą farmakoterapii ale w szczególności za pomocą terapii poznawczo-behawioralnej i psychoterapii, wykorzystując plastyczność mózgu. Kora przedczołowa zajmuje około 30% całej kory mózgowej i jest najbardziej rozwinięta, ale i elastyczna – szczególnie u młodych ludzi – a choroba afektywna dwubiegunowa rozwija się w znaczącym stopniu właśnie wśród młodych ludzi, zwykle około dwudziestego roku życia, czyli w okresie, gdy jak wykazują najnowsze badania wykonane przy pomocy rezonansu magnetycznego kora mózgowa wciąż się rozwija.

Artykuł w języku angielskim – wart uwagi. Bipolar Disorder: Where Does It ‚Live’ in the Brain?

 

Ojciec i syn

Dzieci starszych ojców mają większe ryzyko problemów psychiatrycznych

Ojciec i synDzieci ojców, którzy spłodzili je po 45 roku życia mają większe ryzyko rozwinięcia różnych schorzeń psychiatrycznych – donosi badanie szwedzkich i amerykańskich lekarzy opublikowane w lutym 2014 roku. Badacze zanalizowali historie 2,6 miliona osób urodzonych w Szwecji w latach 1973-2001, co stanowiło około 90% wszystkich narodzin w Szwecji w tym okresie. Analizowano różnice w historii rodzeństwa spłodzonego przez tego samego ojca w różnym wieku. Porównywano historię dzieci poczętych przez ojców, mających ponad 45 lat oraz 20-24 latków.

Badacze wykazali kilkoma różnymi metodami statystycznymi, że im starszy wiek ojca w momencie prokreacji, tym większe ryzyko rozwoju zaburzeń psychiatrycznych u jego dziecka. Największe ryzyko dotyczy afektywnej choroby dwubiegunowej (HR=24,7, 95%CI=12,2-50,31) oraz ADHD (HR=13,3, 955CI=6.85 – 25.16), ale także – choć w mniejszym stopniu – autyzmu, uzależnień, psychozy i ryzyka prób samobójczych. Wyniki te zdają się potwierdzać hipotezę o liczniejszych z wiekiem mutacjach podczas procesu spermatogenezy (produkcji plemników). Im starszy mężczyzna tym większe ryzyko nieprawidłowości podczas produkcji plemników, a tym samym predyspozycji genetycznych do schorzeń psychiatrycznych.

Podsumowując, choć nie można przejść koło tych liczb obojętnie, jednak wyniki badania nie mogą być przyczyną rezygnacji z późnego ojcostwa – wzrost ryzyka w liczbach bezwzględnych nie jest duży. Trzeba sobie również zdawać sprawę, że nie tylko biologia wpływa na przyszłość potomstwa, ale szereg innych czynników środowiskowych, gdzie starsze ojcostwo ma wiele zalet i przewag na ojcostwem w wieku młodym: starsi mężczyźni tworzą bowiem trwalsze związki, są bardziej dojrzali emocjonalnie i zapewniają lepsze warunki finansowe swoim dzieciom.

Czytaj też:Ojcostwo w późnym wieku a ChAD

Na podst.
Paternal Age at Childbearing and Offspring Psychiatric and Academic Morbidity. Brian M. D’Onofrio et al. JAMA Psychiatry, Vol 71, No.4

Czy niedobory snu wiążą się z zaburzeniami emocjonalnymi u nastolatków?

77_bWłaściwy sen jest jednym ze znanych od dawna czynników, mających wpływ na nasze samopoczucie i zdrowie psychiczne. Według badań prowadzonych od lat w ramach tzw. medycyny snu, młodzi ludzie w okresie dorastania powinni spać co najmniej 8,5-9 godzin dziennie. Niestety śpią krócej. Może mieć to związek zarówno ze specyfiką okresu dojrzewania, jak i – co podnoszone jest coraz częściej – z natłokiem informacji, zdarzeń i nowym stylem życia towarzyskiego na portalach społecznościowych.

Włoscy lekarze opublikowali niedawno wyniki badania SEYLE, analizującego nawyki związane ze snem u 12 tysięcy nastolatków w wieku 14-15 lat. Badanie obejmowało młodzież z 10 państw Europy oraz z Izraela. Okazało się, że młodzi ludzie z poważnymi problemami emocjonalnymi śpią co noc o 30 minut krócej niż ich rówieśnicy bez takich zaburzeń. Osoby, które miewały myśli samobójcze raportowały sen skrócony średnio o 36 minut. Badanie, choć bezspornie potwierdza współwystępowanie problemów natury psychicznej i niedoborów snu, nie odpowiada jednak na pytanie czy niedobór snu jest przyczyną zaburzeń emocjonalnych, czy odwrotnie – zaburzenia emocjonalne są przyczyną niedosypiania.

Bez względu na kierunek tej zależności – niewątpliwie nasze dzieci powinny spać dłużej…

Na podst.
Hours of sleep in adolescents and its association with anxiety, emotional concerns, and suicidal ideation. L. Mandelli i wsp. Sleep Medicine . Published online 18 December 2013

Wcześmiak

Wcześniaki mniej odporne psychicznie?

WcześmiakW związku z rozwojem technik medycznych, coraz większa liczba dzieci przedwcześnie urodzonych (czyli dzieci, które przyszły na świat przed przed 40 tygodniem ciąży) przeżywa szczęśliwie i rozwija się prawidłowo.
Do tej pory badania medyczne skupiały się głównie na obserwacjach rozwoju neurologicznego i funkcji poznawczych, w których najczęściej raportowane były odchylenia od normy względem dzieci urodzonych o czasie.
Badanie szwedzkich lekarzy z Instytutu Karolinska w Sztokholmie, po raz pierwszy analizuje związek między przedwczesnym urodzeniem a późniejszymi problemami psychicznymi w wieku młodzieńczym i okresie wczesnej dorosłości (8-29 lat).
Przez 15 lat badacze analizowali losy olbrzymiej grupy dzieci – ponad 545 628 dzieci urodzonych w latach 1973-79, pod kątem liczby hospitalizacji (pobytów w szpitalu) w oddziałach psychiatrycznych, odnotowanych przypadków uzależnienia od alkoholu, leków i narkotyków.
Wnioski z tego badania wskazują na zależność liniową: im wcześniej przed terminem urodzone dziecko, tym większe ryzyko problemów psychicznych i uzależnień. Po uwzględnieniu wpływu środowiska (urodzenie w rodzinach patologicznych lub ze złymi wzorcami zachowań), ryzyko to sprecyzowano w następujący sposób:Jeśli średnie ryzyko w całej populacji dzieci urodzonych w tych latach określić jako 1, to

  • dla dzieci urodzonych pomiędzy 24 -32 tygodniem ciąży – wynosi ono 1.68
  • dla dzieci urodzonych pomiędzy 33-36 tygodniem ciąży – wynosi ono 1.21
  • dla dzieci urodzonych prawie w terminie (37-38 tydzień ciąży) – wynosi 1,08

Zdaniem naukowców szwedzkich dzieci przedwcześnie urodzone powinny być objęte programem obserwacyjnym i profilaktycznym , który wspierałby je w zachowaniu zdrowia psychicznego i obniżał ryzyko uzależnień w okresie młodości. Szwecja, jako Państwo z bardzo rozwiniętą opieką socjalną i dbające nie tylko o wzrost liczby narodzin , ale i zdrowie nowych obywateli – jest zapewne w stanie sprostać temu zadaniu.

Na podst. Pediatrics 2009;123

Inne spojrzenie na objawy psychotyczne

85_bTacyJakJa.pl (TJJ) : Panie Profesorze, chciałabym porozmawiać na temat podstawowej kwestii w psychiatrii – rozumienia granicy miedzy zdrowiem psychicznym i chorobą. Ostatnio na forum TacyJakJa.pl toczył Pan ciekawe dyskusje na temat tego czy „delikatna hypomania” (jak pisali forumowicze) wymaga leczenia. W dyskusjach tych dosyć jasno sprecyzował Pan swoje stanowisko w tej kwestii.

Prof. Łukasz Święcicki ( Ł.Ś.): To prawda. Zajmując się od lat leczeniem chorób afektywnych, jestem zdecydowanym zwolennikiem ostrego rozgraniczenia miedzy chorobą i zdrowiem. I zwolennikiem leczenia choroby. Dlatego na forum TacyJakJa.pl jako Konsultant tak ostro odpowiadam na pytania forumowiczów – „czy dobrze byłoby mieć na stałe niewielką hipomanię” i tym podobne. Otóż jest moim zdaniem bezwzględnie źle mieć objawy jakiejkolwiek choroby i dotyczy to hipomanii w takim samym stopniu jak subdepresji.
Nie przeczę, że ujawniająca się w hipomanii u niektórych osób większa kreatywność może być rzeczą naprawdę występującą, a nie tylko mirażem, ale nie stanowi to przeciwwagi dla istotnych problemów w innych dziedzinach życia – chodzi zwłaszcza o poważne problemy w życiu rodzinnym, które hipomanii towarzyszą właściwie zawsze.
Nie jest moją sprawą wyliczanie czego i ile za co się opłaci. Nie mogę więc mówić – warto było troszkę pobić żonę, bo dzięki temu wynalazłem silnik rakietowy. Ja jestem tylko lekarzem i leczę choroby, a wszystkie choroby mają to do siebie, że są chore ergo powinny być leczone. Jeśli ktoś ma chorobę, która ma same pozytywy i w ogóle nie powoduje problemów, to nie jest to choroba, a więc ja się tym nie zajmuję i nie mam w tej sprawie zdania.

TJJ: Ostatnio przetłumaczył Pan bardzo ciekawy artykuł prezentujący nieco odmienne stanowisko w kwestii granic między zdrowiem psychicznym i chorobą. Artykuł ukaże się na przełomie roku w piśmie dla lekarzy „Psychiatrii po Dyplomie”. Czy zechciałby Pan krótko opisać te drugie podejście, jakie prezentują autorzy artykułu?

Ł.Ś: Ian Kelleher, Jack A.Jenner, Mary Canzon – autorzy artykułu „Objawy psychotyczne- ujęcie ewolucyjne” opublikowanego marcu 2010 w British Journal of Psychiatry stoją na stanowisku, że osób z objawami psychotycznymi (omamami, urojeniami) bez towarzyszących im innych pełnych objawów psychozy, jest w społeczeństwie więcej niż sądziliśmy. Omamy i urojenia w czasach współczesnych uważane są nie za przejaw sił mistycznych i boskich (jak uważano kiedyś), ale za objaw chorobowy.

Badania populacyjne z użyciem kwestionariuszy samooceny oraz badania oparte na wywiadzie wykazały, że częstość występowania objawów psychotycznych w populacji ogólnej jest dużo większa niż dotychczas uważano i wynosi około 5-8%, czyli dziesięć razy więcej niż częstość występowania zaburzeń psychotycznych (czyli pełnych zespołów objawów, a nie tylko objawów izolowanych).
Autorzy artykułu uważają, że taka powszechność omamów i urojeń u tzw. „zdrowych”, skłania nas do ponownej oceny tych objawów w świetle teorii ewolucji.

Po co ewolucja utrzymuje u niektórych osób takie cechy?

Dlaczego niektóre z tych osób rozwijają psychozę?

Dlaczego psychoza, niekorzystna przecież dla jednostki, nie zanika ( tzw. kontinuum psychozy)?

Otóż Dodgson i Gordon proponowali, aby określone typy omamów traktować jako ewolucyjny produkt uboczny systemu poznawczego nakierowanego na wykrywanie zagrożenia. Z perspektywy szans przetrwania nierozpoznanie zagrożenia, na przykład dźwięków sygnalizujących nadejście drapieżnika, ma dużo gorsze skutki niż nieprawdziwe przekonanie o zbliżaniu się drapieżnika, którego nie ma. Ewolucja może tym samym faworyzować niektóre odchylenia poprzez promowanie genów, które odpowiadają za fałszywe przekonania, co skutkuje w populacji „omamami wynikającymi z nadmiernej czujności”. U zwierząt społecznych, takich jak człowiek, nadmierna czujność nie jest konieczna u każdego osobnika, jednakże obecność tej cechy przynajmniej u kilku członków grupy przynosi korzyści całej społeczności. Taki nierówny rozkład pozwala na utrzymywanie się korzystnych cech, nawet gdy ich obecność jest związana z większym ryzykiem choroby. Zgodnie tą teorią byłoby zatem tak, jak napisał Sebastian Faulks, współczesny angielski powieściopisarz i dziennikarz w „Śladach człowieka”:

„Psychoza jest ceną jaką płacimy za bycie tym, kim jesteśmy. Jakże jednak niesprawiedliwe jest to, że ceny tej nie płacimy wszyscy po równo, jeden człowiek na stu płaci natomiast za pozostałych 99.”

A zatem – konkludują autorzy – można postrzegać schizofrenię jako zaburzenie społecznego rozwoju mózgu. Jeśli psychoza jest wynikiem nadmiernego rozwoju cech korzystnych adaptacyjnie, można sądzić, że osoby słyszące głosy, mające omamy (fenotyp niekliniczny psychozy) będą posiadały korzystne cechy w porównaniu z resztą populacji, takie jak specyficzne umiejętności językowe, poznawcze bądź metapoznawcze. Nie stwierdzimy tego jednak póki będziemy porównywać i badać jedynie osoby z zaburzeniami psychotycznymi i zupełnie zdrowe.

TJJ: To, o czym Pan mówi, przypomina mi artykuł z naszych Aktualności pt. „ 4-10% ludzi słyszy głosy”
Mówi on właśnie o niespodziewanej powszechności tego objawu , o tym, że osoby, które zaakceptowały istnienie głosów mówią, że w pewnym momencie osiągnęły rodzaj stabilizacji i porozumienia z nimi. Profesor psychiatrii Marius Romme z Maastricht jest znanym propagatorem nowego podejścia w psychiatrii, które zakłada, że słyszenie głosów, bez żadnego innego objawu psychozy nie wymaga leczenia, jeśli osoba słysząca głosy jest w stanie je zracjonalizować i zaakceptować. Pisze on:

„ Wyniki naszych badań każą nam zaakceptować fakt, że istnieją głosy, których nie możemy zniwelować lekami, a zwłaszcza nie wpływając znacząco na jakość życia chorego. A zatem musimy nauczyć się wspierać ludzi, którzy słyszą głosy w radzeniu sobie z tym doświadczeniem życiowym. Pacjent powinien móc zadecydować sam, czy chce podać się leczeniu, czy akceptuje słyszane głosy jako część siebie i swojego życia i nie chce tego zmieniać.”

W podobnym tonie na łamach TacyJakJa.pl pisze dr Katarzyna Prot, Prezes Naukowej Sekcji Psychiatrii Środowiskowej i Rehabilitacji Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego: ” Uważamy, że ważniejsze jest jak radzisz sobie i funkcjonujesz w relacji z innymi, a nie same objawy choroby.”

Ł.Ś: Autorzy artykułu faktycznie zgadzają się z tym podejściem: idea omamów jako reakcji wynikających z nadmiernej czujności wskazuje, że warto bliżej zainteresować się treścią objawów psychotycznych. Zwracają także uwagę na fakt, że niektóre osoby mogą chcieć utrzymania głosów „pozytywnych”, które postrzegają jako wspierające i pomocne. Teoria ewolucyjna może mieć zdaniem autorów artykułu wpływ także na leczenie schizofrenii – poskutkuje zapewne zwiększeniem wagi terapii rodzinnej i treningu umiejętności społecznych. Niektóre typy terapii takie jak terapia integracyjna skoncentrowana na doznaniach omamowych włączyły już takie elementy obok bardziej tradycyjnych metod opartych na terapii poznawczo-behawioralnej.

TJJ: Czy takie podejście części psychiatrów w odniesieniu do schizofrenii, nie zmienia Pana poglądu na ostrą granicę między zdrowiem psychicznym a chorobą w odniesieniu do zaburzeń afektywnych?

Ł.Ś: Autorzy artykułu (nie ja osobiście) uważają, że podejście ewolucyjne może także przynieść korzyści w innych dziedzinach psychiatrii. Patrząc z perspektywy ewolucyjnej można przypuszczać, że tendencja do odczuwania braku szczęścia i zadowolenia jest nieodłączna dla rodzaju ludzkiego (człowiek jako „nieszczęśliwa małpa”) i jest to jedna z cech odpowiedzialnych za sukces naszego gatunku.
Myślę, że nie ma tak naprawdę rozbieżności między tym co pisałem na forum o chorobach afektywnych, a tym co Kelleher i wsp. piszą o ewolucyjnym znaczeniu objawów psychotycznych. Nie ma specjalnej rozbieżności, ani specjalnej zbieżności, ponieważ te sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego. Autorzy artykułu podkreślają przecież wielokrotnie, że nie mówią o chorobie tylko o izolowanych objawach. Definicja „głosów”, którą się posługują nie pozwala nawet na użycie terminu „omamy” – jeśli ktoś zdaje sobie sprawę, że słyszy głos osoby nieistniejącej to wcale nie doznaje omamu – występowanie omamu wymaga tzw. sądu realizującego, czyli właśnie niezdawania sobie sprawy. Ja z kolei – w dyskusjach na forum – mówię o chorobie: chorobie afektywnej dwubiegunowej. Ponadto z naszej rozmowy ktoś mógłby wywnioskować, że jestem niemalże zwolennikiem przymusowego leczenia chorób. Nic bardziej mylnego. Ja tylko mówię, co ja sam myślę na temat granicy zdrowia i choroby i nie narzucam nikomu ani swojego zdania, ani swojego leczenia.

TJJ: Dziękujemy za rozmowę