Przemoc, samookaleczenie

Samookaleczanie – chwilowa ulga. Trudny nałóg

Przemoc, samookaleczenieSamookaleczanie daje cierpiącej osobie poczucie kontroli i przynosi chwilową ulgę w napięciu wewnętrznym, ale z czasem może stać się przymusowym sposobem odreagowywania.

W artykule tym nie poruszamy kwestii związanych z samookaleczaniem u osób z zaburzeniami odczuwania bólu ani samookaleczaniem w pewnych subkulturach.

Samookaleczanie jest zachowaniem występującym zazwyczaj wśród osób młodych, najczęściej nastoletnich dziewcząt, jako reakcja na stan przedłużającego się napięcia emocjonalnego, zaburzone relacje międzyludzkie, akty przemocy ze strony innych, niskie poczucie własnej wartości. Zjawisko to najczęściej dotyczy osób, które przeżyły ciężki uraz w dzieciństwie, były poddawane przemocy fizycznej, seksualnej lub psychicznej we wczesnych latach życia. Samookaleczanie towarzyszy depresji, chorobie dwubiegunowej, schizofrenii, nerwicy natręctw i innym jednostkom chorobowym.

Samookaleczanie to nie tylko akty naruszania ciągłości tkanek (cięcie żyletką, przypalanie ciała papierosem, bicie głową o ścianę), ale także ukryte metody autoagresji, takie jak nałogi, zaniedbania, szkodliwe nawyki żywieniowe, wybieranie partnerów nieosiągalnych emocjonalnie.

Według tej definicji, jedna na dziesięć osób dokonuje w swoim życiu jakiegoś autodestrukcyjnego aktu.
Wobec poczucia bezradności i obojętności otoczenia, akt samookaleczania przynosi cierpiącej osobie szybką choć chwilową ulgę – złudne poczucie kontroli i poprawę samopoczucia. 30% osób, które dokonały aktu samoagresji, prawdopodobnie powtórzy go w ciągu roku. Niestety regularne samookaleczanie może przerodzić się w nałóg:

Zaczęłam się okaleczać mając 12 lat, teraz mam 19 i do tej pory zdarza mi się zrobić sobie krzywdę, ale są to raczej sporadyczne przypadki. (..) Próbuję zagłuszyć w sobie chęć okaleczania się, ale to jak z alkoholizmem – zostaje na całe życie, nawet po latach abstynencji. (z forum TacyJakJa.pl)

U osób stosujących samookaleczanie, ryzyko popełnienia samobójstwa jest 50-ciokrotnie wyższe niż w grupie nie wykazującej takich zachowań, co można rozumieć z jednej strony jako wyraz desperacji osób sięgających po takie środki, a z drugiej jako dowód pewnych predyspozycji do czynienia sobie krzywdy; samobójstwo jest przecież najbardziej samoniszczącym jednostkę aktem.

Dlatego osoby, które celowo zadają sobie ból powinny jak najszybciej skontaktować się z lekarzem lub psychoterapeutą, ponieważ znajdują się w grupie znacznie podwyższonego ryzyka przypadkowego czy zamierzonego odebrania sobie życia. Samookaleczanie jest jednym z najsilniejszych czynników przepowiadających skuteczną próbę samobójczą.

Zwykle potrzeba samouszkodzenia jest nagłym impulsem i jeśli uda się powstrzymać od zadania sobie bólu przez kilka godzin – to zazwyczaj poczucie przymusu uszkodzenia ciała mija.

Podczas psychoterapii polecane są różne techniki, pozwalające przetrwać ten krytyczny moment. Czasami wyjście na dwór, bieg, rozmowa z kimś, spontaniczne przelanie na papier swoich myśli i odczuć – pozwalają opanować nagłą potrzebę zadania sobie bólu.
Proponowane są też inne sposoby na rozładowanie emocji poprzez zadawanie sobie nieszkodliwego bólu. Można np. zjeść ostre chilli, wziąć lodowaty prysznic, czy ściskać kostki z lodem w dłoniach.

Po udanym przezwyciężeniu chęci samookaleczenia sugerowane jest podarowanie sobie nagrody: czegoś smacznego, przyjemnego i lubianego, najlepiej o charakterze relaksującym ( bardzo polecany jest masaż, pływalnia, wizyta u kosmetyczki).

Zarówno dla osoby, która chce zerwać z aktami autoagresji, jak i dla osoby, która nie chce porzucić tego nałogu, ważne jest, aby zechciała ona z kimś na ten temat porozmawiać. Fakt samookaleczenia jest zwykle ukrywany jak hańbiąca tajemnica, choć podświadomie oczekuje się, że ktoś zauważy i zainteresuje się uszkodzeniami:

Na początku najczęściej cięłam się w szkolnej toalecie, w kabinie, za złe stopnie, za poniżanie przez rówieśników, ale i tak najważniejszym powodem samookaleczeń były zdarzenia z przeszłości. Czułam się lepiej. Robiłam to częściej. Głównie nocami. Znacznie głębiej, później starałam się jakoś owijać rany. Wtedy chciałam chyba, by ktoś dostrzegł, że coś jest nie tak i by pociągnął za język, bym mogła powiedzieć prawdę, niby ‚przymuszona’. Żeby ktoś zauważył i starał się pomóc (z forum TacyJakJa.pl)

Każda udana rozmowa na temat tego nałogu z kimś rozumiejącym osobę cierpiącą pozwala rozładować napięcie i stanowi krok na drodze wyzwolenia się z tego nałogu. Niestety częstą reakcją na informację o samookaleczaniu się bliskiej osoby jest złość, krytyka, oskarżanie i szantaż emocjonalny. Poniżej przedstawiamy za Royal College of Psychiatrists w Londynie, kilka rad jak zachować się w takiej sytuacji:

  • Nie popadaj w złość – to może tylko pogorszyć sytuację. Spokojnie opowiedz osobie, która się kaleczy, jak bardzo Ci na niej zależy i jaki wpływ mają na Ciebie jej działania
  • Nie staraj się być terapeutą – wystarczy, że będziesz dobrym przyjacielem.
  • Nie spodziewaj się, że zmiana nastąpi z dnia na dzień – problem jest trudny i wymaga czasu.
  • Nie próbuj siłą powstrzymać osobę, która właśnie ma zamiar się okaleczyć – lepiej zaproponować rozmowę i odejść.
  • Nie wymuszaj na niej obietnicy, że nigdy więcej tego nie zrobi. Nie obiecuj swojej pomocy tylko pod warunkiem, że przestanie się kaleczyć.

Najbardziej pomocne w rozwiązaniu problemów leżących u podstaw samookaleczenia są psychoterapia poznawczo-behawioralna, dynamiczna lub terapie grupowe. Niezmiernie ważna jest tutaj współpraca między lekarzem psychiatrą (kierującym ewentualnym leczeniem farmakologicznym) a psychoterapeutą.

Wyniki australijskiego badania opublikowanego w listopadzie 2011 w prestiżowym piśmie medycznym Lancet, sugerują, że skłonność do samookaleczenia mija w wieku wczesnej dorosłości ( do 29 roku życia). Być może jest to związane z dojrzewaniem w tym okresie kory przedczołowej, odpowiedzialnej za radzenie sobie z emocjami i rozwiązywanie problemów. Niestety Ci, którzy z tego nie wyrastają, bez efektywnego leczenia i pomocy zwykle popadają w głębsze problemy psychiczne i zaburzenia emocjonalne.

Na podst.
The natural history of self-harm from adolescence to young adulthood: a population-based cohort study P.Morgan, C.Coffey, H. Romaniuk et al. Lancet. Published online Nov 17, 2011 Selfharm- Royal College of Psychiatrists, London

Przemoc, samookaleczenie

Czy doświadczenie przemocy zwiększa ryzyko zachorowania na chorobę afektywną?

Przemoc, samookaleczeniaWielu spośród chorych doświadczyło przemocy w przeszłości. Czy miało to wpływ na zachorowanie? O komentarz poprosiliśmy Profesora Łukasza Święcickiego.

Wśród 1278 osób zarejestrowanych w portalu TacyJakJa.pl ze zdiagnozowaną przez lekarza chorobą afektywną (depresją lub chorobą dwubiegunową), relatywnie wysoki odsetek reprezentują osoby stwierdzające we wstępnej ankiecie fakt doświadczenia przemocy w przeszłości lub obecnie.
7% osób deklaruje medycznie potwierdzony fakt molestowania seksualnego w dzieciństwie ( a 17% zaznaczyło odpowiedź „wydaje mi się, że byłam/łem molestowany seksualnie w dzieciństwie”).
Innych form przemocy potwierdzonych przez lekarza doświadczyło 14,2% pacjentów portalu, a 35% udzieliło odpowiedzi „wydaje mi się, że doświadczyłem /łam przemocy ?”

Na forum portalu toczy się dyskusja, jaki wpływ na osobowość miało lub ma doświadczenie przemocy wobec własnej osoby. Wiele osób pisze o towarzyszącym przez lata im lęku i poczuciu niepewności, braku zaufania do otoczenia. O niepowodzeniach w stworzeniu udanego związku i skłonnościach do powielania wzorców przemocowych. Inni zwracają uwagę ,że przeżycia te wyrobiły w nich specjalne wyczulenie na podobne krzywdy innych, a także postawę ciągłej gotowość do walki.
Powszechnie znane jest zjawisko wykształcania przez ofiary przemocy specyficznych mechanizmów obronnych, a także wpływu traumatycznych doświadczeń na zmiany osobowości.

Czy jednak doświadczenie przemocy może mieć wpływ na rozwój choroby afektywnej? Z pytaniem tym zwróciliśmy się do Prof. nadzw. dr hab. med. Łukasza Święcickiego

Ł.Ś. – Pytanie o to czy doświadczenie przemocy ma czy może mieć wpływ na rozwój choroby afektywnej dwubiegunowej nie jest jednoznaczne z pytaniem czy doświadczenie przemocy zwiększa ryzyko zachorowania. Niewątpliwie doświadczenie przemocy (różnego rodzaju) stanowi poważny uraz psychiczny. Jeśli wydarzenie takie ma miejsce w dzieciństwie, jak to się często dzieje, to możliwości radzenia sobie z poważnym czynnikiem stresującym są mniejsze. Chodzi tu nie tylko o brak odpowiednich mechanizmów psychologicznych, pozwalających na radzenie sobie w trudnych sytuacjach, ale tez o czysto fizjologiczne możliwości organizmu. W związku z tym może nastąpić, i jak wykazano następuje, nadmierna aktywacja tzw. osi stresu czyli osi podwzgórze- przysadka – nadnercza. W efekcie stwierdza się długotrwałe zwiększenie poziomu kortyzolu i znacznie słabsze hamowanie wydzielania tego hormonu. Z pewnością jest to bardzo ważny czynnik wpływający na rozwój zaburzeń afektywnych. Wydaje się jednak, że samo ryzyko wystąpienia zaburzeń jest zależne bardziej od wrodzonych czynników genetycznych. Mogą one zostać „uruchomione” przez doświadczenie przemocy, ale jeśli człowiek nie jest takimi czynnikami obciążony, to wówczas nawet wystąpienie niekorzystnych wydarzeń nie powinno ich uruchomić. Oczywiście bardzo trudno jest udowodnić czy tak rzeczywiście jest. Posiadane przez nas obecnie dane eksperymentalne wskazują jednak na taka możliwość.

Osobnym zagadnieniem jest wiarygodność wspomnień dotyczących przemocy. Jest to oczywiście temat bardzo delikatny i trudny do zbadania, ale w szczegółowo przeprowadzonym badaniu z udziałem osób leczonych psychiatrycznie w Australii stwierdzono, że znaczna część wspomnień dotyczących przemocy to wspomnienia co najmniej nieścisłe, a często zupełnie niewiarygodne. Okoliczności, które podawali pacjenci nie zgadzały się po prostu ze szczegółami ich biografii- określone osoby nie przebywały w określonych miejscach. Nie umniejsza to oczywiście znaczenia tego rodzaju wspomnień, ale wskazuje na konieczność zachowania ostrożności w tym względzie.