Przemoc, samookaleczenie

Czy doświadczenie przemocy zwiększa ryzyko zachorowania na chorobę afektywną?

Przemoc, samookaleczeniaWielu spośród chorych doświadczyło przemocy w przeszłości. Czy miało to wpływ na zachorowanie? O komentarz poprosiliśmy Profesora Łukasza Święcickiego.

Wśród 1278 osób zarejestrowanych w portalu TacyJakJa.pl ze zdiagnozowaną przez lekarza chorobą afektywną (depresją lub chorobą dwubiegunową), relatywnie wysoki odsetek reprezentują osoby stwierdzające we wstępnej ankiecie fakt doświadczenia przemocy w przeszłości lub obecnie.
7% osób deklaruje medycznie potwierdzony fakt molestowania seksualnego w dzieciństwie ( a 17% zaznaczyło odpowiedź „wydaje mi się, że byłam/łem molestowany seksualnie w dzieciństwie”).
Innych form przemocy potwierdzonych przez lekarza doświadczyło 14,2% pacjentów portalu, a 35% udzieliło odpowiedzi „wydaje mi się, że doświadczyłem /łam przemocy ?”

Na forum portalu toczy się dyskusja, jaki wpływ na osobowość miało lub ma doświadczenie przemocy wobec własnej osoby. Wiele osób pisze o towarzyszącym przez lata im lęku i poczuciu niepewności, braku zaufania do otoczenia. O niepowodzeniach w stworzeniu udanego związku i skłonnościach do powielania wzorców przemocowych. Inni zwracają uwagę ,że przeżycia te wyrobiły w nich specjalne wyczulenie na podobne krzywdy innych, a także postawę ciągłej gotowość do walki.
Powszechnie znane jest zjawisko wykształcania przez ofiary przemocy specyficznych mechanizmów obronnych, a także wpływu traumatycznych doświadczeń na zmiany osobowości.

Czy jednak doświadczenie przemocy może mieć wpływ na rozwój choroby afektywnej? Z pytaniem tym zwróciliśmy się do Prof. nadzw. dr hab. med. Łukasza Święcickiego

Ł.Ś. – Pytanie o to czy doświadczenie przemocy ma czy może mieć wpływ na rozwój choroby afektywnej dwubiegunowej nie jest jednoznaczne z pytaniem czy doświadczenie przemocy zwiększa ryzyko zachorowania. Niewątpliwie doświadczenie przemocy (różnego rodzaju) stanowi poważny uraz psychiczny. Jeśli wydarzenie takie ma miejsce w dzieciństwie, jak to się często dzieje, to możliwości radzenia sobie z poważnym czynnikiem stresującym są mniejsze. Chodzi tu nie tylko o brak odpowiednich mechanizmów psychologicznych, pozwalających na radzenie sobie w trudnych sytuacjach, ale tez o czysto fizjologiczne możliwości organizmu. W związku z tym może nastąpić, i jak wykazano następuje, nadmierna aktywacja tzw. osi stresu czyli osi podwzgórze- przysadka – nadnercza. W efekcie stwierdza się długotrwałe zwiększenie poziomu kortyzolu i znacznie słabsze hamowanie wydzielania tego hormonu. Z pewnością jest to bardzo ważny czynnik wpływający na rozwój zaburzeń afektywnych. Wydaje się jednak, że samo ryzyko wystąpienia zaburzeń jest zależne bardziej od wrodzonych czynników genetycznych. Mogą one zostać „uruchomione” przez doświadczenie przemocy, ale jeśli człowiek nie jest takimi czynnikami obciążony, to wówczas nawet wystąpienie niekorzystnych wydarzeń nie powinno ich uruchomić. Oczywiście bardzo trudno jest udowodnić czy tak rzeczywiście jest. Posiadane przez nas obecnie dane eksperymentalne wskazują jednak na taka możliwość.

Osobnym zagadnieniem jest wiarygodność wspomnień dotyczących przemocy. Jest to oczywiście temat bardzo delikatny i trudny do zbadania, ale w szczegółowo przeprowadzonym badaniu z udziałem osób leczonych psychiatrycznie w Australii stwierdzono, że znaczna część wspomnień dotyczących przemocy to wspomnienia co najmniej nieścisłe, a często zupełnie niewiarygodne. Okoliczności, które podawali pacjenci nie zgadzały się po prostu ze szczegółami ich biografii- określone osoby nie przebywały w określonych miejscach. Nie umniejsza to oczywiście znaczenia tego rodzaju wspomnień, ale wskazuje na konieczność zachowania ostrożności w tym względzie.

Pułapki przy rozpoznawaniu depresji i ChAD

218_sTacyJakJa.pl (TJJ): W ostatnich latach słowo „depresja” zrobiło zawrotną karierę. Używa się go potocznie na określenie wielu stanów ducha i ciała z pewnością depresją nie będących. Może zatem łatwiej określić co JEST depresją?

Profesor Łukasz Święcicki (Ł.Ś): Otóż wcale nie, zwłaszcza w świetle psychiatrycznych klasyfikacji. Wydaje się , że nie ma jednej choroby, rozumianej jako jednostka nozologiczna, którą można by określić jako depresję. Jest to raczej zespół objawów występujący w przebiegu innych chorób (np. chorób afektywnych lub psychoz schizoafektywnych) i nadający im okresowo silny koloryt.

TJJ: A określenie „depresja endogenna” ? To nie jest po prostu afektywna choroba jednobiegunowa?

Ł.Ś.: Nie, chociaż wiele osób (zdaje się, że także psychiatrów) tak uważa. Określenie „endogenna” oznacza dosłownie „wewnątrzpochodna” czyli taka, której przyczyny leżą wewnątrz pacjenta, w jego szeroko rozumianej biologii, a nie na zewnątrz w środowisku. Kiedyś za „ Encyklopedycznym słownikiem psychiatrii” obowiązywał zrozumiały podział na depresję endogenną i depresją nerwicową (depresję reaktywną), które mają różny przebieg, różne leczenie i różne rokowanie.
Z kolei w klasyfikacji ICD-10 /DSM-IV pojawia się określenie „duża depresja”. Nie różnicuje ono przyczyn depresji (reaktywna, nerwicowa czy endogenna) ale raczej określa jej nasilenie.

Kluczowe objawy dużej depresji to:
1. obniżenie nastroju (nie równoważne ze smutkiem, czasem jest to zobojętnienie),
2. utrata zainteresowań / umiejętności radowania się,
3. obniżenie napędu
4. lęk.
Obecnie jak się wydaje bardzo wielu osobom myli się pojęcie „dużej depresji” z pojęciem „depresji endogennej” – w sposób automatyczny przyjmuje się, że to co jest silne jest również biologiczne, a to co słabe bardziej psychologiczne, czy też nerwicowe. A wcale nie musi tak być.

TJJ: Co dla pacjenta oznaczają praktycznie te nozologiczne rozważania?

Ł.Ś.: Wydaje mi się, że są one dla pacjenta bardzo ważne. Jeśli w patogenezie depresji najważniejszy jest czynnik biologiczny (endogenny) to można sensownie przypuszczać, że i leczenie biologiczne (farmakologia, elektrowstrząsy) będzie najbardziej właściwe (co wcale nie oznacza, ze psychoterapia nie zadziała, ale przypuszczalnie zadziała słabiej niż leki). Jeśli zaś ważniejszy jest czynnik psychologiczny (nerwicowy, osobowościowy) to można się spodziewać, że skuteczniejsza będzie psychoterapia, a leki będą działać słabo albo w ogóle nie będą skuteczne, a pacjent i jego lekarz mogą zupełnie niesłusznie uznać, że to jakaś straszna lekooporność! Depresji nie należy rozpoznawać pochopnie. Wbrew wyobrażeniom niektórych osób depresja jest chorobą (zaburzeniem? modułem?) trudnym do rozpoznania. Poza rzetelnym badaniem psychiatrycznym, potrzebne są także wyniki obserwacji, badań dodatkowych (choćby morfologii krwi i hormonów tarczycy czy CT/MRI głowy).
Poza tym to, że ktoś miał (naprawdę) depresję w przeszłości wcale nie oznacza automatycznie, że zaburzenie występujące tym razem również jest depresją. Tym razem może przecież chodzić o hipomanię z drażliwością, stan mieszany, łagodne zaburzenia poznawcze lub nawet zespół abstynencyjny.
Nie należy też rozpoznawać jej zastępczo, np. chcąc oszczędzić obciążającego rozpoznania psychozy pod naciskiem rodziny chorego, aby „na razie” rozpoznać depresję zamiast innej choroby i „dać pacjentowi szansę”. Jest to działanie szkodliwe dla przyszłości chorego, a kolejni lekarze mogą powielać pierwsze rozpoznanie ze szkoda dla pacjenta w swoich decyzjach terapeutycznych, rehabilitacyjnych i orzeczniczych! Rozpoznanie depresji nie może wynikać też z bezradności lekarza – „wszystko czego nie umiem nazwać to depresja” , nie jest to słuszne podejście i nie prowadzi do dobrych efektów.

TJJ: Wnioskiem z tej rozmowy jest przesłanie dla potencjalnego pacjenta, aby nie oczekiwał od psychiatry szybkiego rozpoznania swojego stanu i przyczyn problemów psychicznych ..

Ł.Ś.: To prawda, a nawet, aby nie narzucał psychiatrze swojego „prywatnego” rozpoznania. Ostatnio często spotykamy pacjentów, którzy od razu informują, że mają depresję – zamiast mówić o objawach, które stały się przyczyną zgłoszenia do lekarza. Pacjenci mają prawo tak postępować, ale lekarz nie powinien im ulegać.

dziadek z wnuczka

Ojcostwo w późnym wieku a ChAD

dziadek z wnuczkaDzieci mężczyzn, którzy poczęli dziecko w wieku 55 lat lub więcej mają większe ryzyko wystąpienia choroby afektywnej dwubiegunowej (ChAD).
Udowodniono to badając olbrzymią grupę 13 428 osób z ChAD w warunkach szpitalnych oraz pięciokrotnie więcej osób zdrowych, stanowiących tzw. grupę kontrolną.
Stwierdzono, że ryzyko wystąpienia ChAD rośnie wraz z wiekiem ojca. Związek ten widoczny jest zwłaszcza w przypadku osób z wczesnym początkiem ChAD. Znaczenie wieku matki nie miało znaczenia.
W przeszłości wykazano, że takie choroby jak schizofrenia lub autyzm występują częściej u dzieci starszych ojców. Uważa się , ze przyczyną tego mogą być nowe mutacje genowe zachodzące w plemnikach. Komórki rozrodcze mężczyzn tworząc plemniki dzielą się bowiem ok.660 razy do 40 r.ż., co zwiększa ryzyko błędu przy powielaniu DNA (np. pod wpływem promieniowania kosmicznego i in. czynników). Tymczasem kobiety rodzą się ze stałą liczbą komórek jajowych, które nie muszą się dzielić i są stopniowo wykorzystywane podczas kolejnych cykli miesięcznych.
Frans M. i wsp. Arch Gen Psychiatry 2008;65(9):1034-1040